środa, 15 lipca 2015

Rozdział 4

Perspektywa Liama



Byłem zły. Próbowałem oddychać głęboko, aby się uspokoić, ale to nic nie dawało. Ciągle w głowie słyszałem jej śmiech, a przed oczami pojawiała mi się jej zadowolona i bezczelna twarz. Jak ona śmiała w ogóle się tam pojawiać? Jak śmiała się ze mną ścigać. Jak śmiała ze mną wygrać?!
Z piskiem opon zahamowałem na środku pustej ulicy. Waliłem dłońmi o kierownicę. Kopałem nogami podłogę swojego samochodu. Nie rozumiałem jak po raz drugi, ona mogła ze mną wygrać. Jak?!
Wysiadłem z auta głośno trzaskając drzwiami. Oparłem się dłońmi o maskę i pochylając się nad nią, głęboko oddychałem. Co się ze mną działo? Co ta dziewczyna ze mną robiła? Jasne, jest atrakcyjna i bardzo zgrabna, ale to nie o to chodziło. Skąd ona się w ogóle wzięła? Nagle znalazła się w naszym miejscu, gdzie nie powinno jej być. Wyglądało to, jakby czaiła się za jakimś zakrętem i nagle zaatakowała.
Nie wierzę, po prostu nie wierzę, że właśnie stoję na środku pustej ulicy w ciemną noc i zastanawiam się skąd ona się w ogóle wzięła. Jestem zły na siebie, na nią i na wszystkich wokoło, bo wiem że nie powinno zdarzyć się to co się stało kilkanaście minut temu. Chciałbym cofnąć czas i obok, aby dowiedzieć się skąd ona się tam wzięła.
Wsiadłem pośpiesznie do samochodu, bo do głowy wpadł mi genialny pomysł. Zapytam ją o to. Postawię ja pod murem i nie pozwolę odejść, dopóki mi nie wyjaśni kilku kwestii.
Nie przejmowałem się tym, że ludzie na mnie krzywo patrzyli. Liczyło się, aby znaleźć brunetkę i nagadać jej co nieco. Już nie wytrzymywałem i musiałem na kimś wyładować swoją złość. Szybko ją znalazłem, stała tam gdzie wcześniej. Oczywiście śmiała się z czegoś, popijając wodę z czerwonego kubka. Podszedłem do niej i wytrąciłem jej go z dłoni.
- Co jest?! - krzyknęła zdezorientowana odwracając się za siebie. Spojrzała na mnie, a na jej ustach zagościł ten wredny uśmieszek. Założyła dłonie na klatce piersiowej, patrząc na mnie z rozbawieniem.
- Dlaczego to zrobiłaś? - zapytałem prosto z mostu. Im szybciej to wyjaśnimy, tym szybciej się stąd zmyję.
- Ale co? - zapytała z nikłym uśmiechem na ustach. Czy ją to bawiło? Czy ona udawała głupią?
- Ty już wiesz co! - krzyknąłem robiąc o jeden krok w przód. Ludzie stojący jeszcze chwilę obok nas, uciekli jakby bali się, że mogę im coś zrobić. A byłem w takim stanie, że mogło coś takiego się stać.
- Oświeć mnie. - cały czas pogrywała sobie ze mną. To już robiło się nudne.
- Po co tutaj przyjechałaś? Po co się ze mną ścigałaś? Po co w ogóle...
- Ty naprawdę nic nie rozumiesz Liam. - przerwała mi w połowie.
- Czego nie rozumiem? - zapytałem wytrącony z równowagi. Zdziwiłem się dlaczego ona jest taka spokojna, gdy to mnie od środka rozsadza.
- Ty naprawdę niczego nie pamiętasz. - pokręciła głową z lekkim uśmiechem na ustach. A w jej głosie rozbrzmiewało coś, jakby niedowierzanie.
- Nie rozumiem, mogłabyś jaśniej? - zapytałem, a raczej poprosiłem.
- Musisz się sam domyślić Liam. Pomyśl, poszperaj w starych zapiskach ze szkoły, a może sobie przypomnisz co nieco. - poklepała mnie po ramieniu i odeszła w stronę swojego czerwonego samochodu, a kilka sekund później już jej nie było.


***

Nazajutrz siedząc w pracy, jak to w poniedziałkowy ranek, zastanawiałem się nad słowami brunetki. Coś chodziło mi po głowie, coś jakby przebłyski mojego starego życia.
W nocy w ogóle nie spałem. Głowiłem się nad tym, aż ostatecznie stwierdziłem że najwyższa pora się przespać, gdy słońce wyłaniało się znad horyzontu. Niestety nie zasnąłem. Postanowiłem pobiegać, co prawda o piątej nad ranem trudno mi było znaleźć strój do biegania, ale w końcu po wywaleniu całej zawartości szafy w sypialni, znalazłem go.
Przebrałem się i kilka sekund później, biegłem przez park niedaleko mojego mieszkania. Uwielbiałem w sportach to, że gdy mam coś do przemyślenia mogę się tak jak dziś przebrać, po prostu wyjść i wyżyć. Ze słuchawkami w uszach biegłem przez pusty park. Rosa jeszcze znajdowała się na trawie, a gdy promyki słońca padały wprost na nią, wyglądało to naprawdę pięknie. W mojej głowie znowu pojawił się obraz śmiejącej się brunetki. Doszedłem do wniosku, że ona coś ukrywa. Tak jakby miała coś na sumieniu, ale nie chciała żebym ja się o tym dowiedział. Coś było na rzeczy. Jest za bardzo tajemnicza i skryta. Chciałbym dowiedzieć się, co siedzi w jej głowie, ale wiem że to wcale nie będzie takie proste. Obawiam się, że samemu nie rozwiążę tej zagadki, a na pewno nie dziś. Gdy jestem ledwo żywy i spałem, może z godzinę.
Nagle ktoś zapukał do drzwi mojego gabinetu. Zanim nakazałem temu komuś wejść, wziąłem jakąś stertę papierów i rzuciłem przed siebie na biurko, aby wyglądało autentycznie, że naprawdę ciężko pracuję.
- Proszę. - zwróciłem w stronę drzwi. Poprawiłem się na krześle i czekałem, aż niezapowiedziany gość wejdzie do środka.
- Panie Payne, pańska siostra chce się z panem bardzo pilnie widzieć. - powiedział pan Charlie wchodząc do środka.
- Moja siostra? - zdziwiłem się. - A gdzie ona jest? - zapytałem wstając z krzesła i wygładzając swoje spodnie.
- Czeka na dole, poprosić ją do gabinetu? - zapytał.
- Nie, nie trzeba Charlie. Sam do niej zejdę. - uśmiechnąłem się do starszego pana i zamykając za sobą drzwi gabinetu, zeszliśmy razem na dół.
Ruth siedziała na jednej z wygodnych kanap i czytała jakieś komputerowe czasopismo. Po mimice jej twarzy widziałem, że nie bardzo ją ono interesuje.
- Ruth? Co ty tutaj robisz? - zapytałem podchodząc bliżej niej. Gdy usłyszała jak zaczynam mówić podniosła głowę w górę i odkładając pismo na stos gazet, wstała z kanapy. Poprawiła swoją różową spódnicę i podeszła bliżej mnie. Zaskoczyła mnie tym, że przytuliła mnie do siebie, choć nie powinno. Bo przecież moja siostra zawsze była uczuciową osobą.
- Masz chwilę czasu? - zapytała odsuwając się ode mnie. Popatrzyłem na zegarek. Miałem mnóstwo czasu, praktycznie cały dzień, ale nie dałem tego po sobie poznać.
- Coś się znajdzie. - odpowiedziałem patrząc jej przy tym prosto w oczy.
- To świetnie. Pójdziemy do tego baru naprzeciwko? Chciałabym z tobą pogadać. - oznajmiła chwytając moją rękę i ciągnąc mnie w stronę drzwi.
- Charlie wychodzę, za niedługo będę. Jakby coś się działo, proszę dzwoń na komórkę. - oznajmiłem starszemu pracownikowi, który kiwnął głową w zrozumieniu i wrócił wzrokiem na ekran komputera.
- Możesz powiedzieć mi co się stało? I dlaczego przyjechałaś do mnie do pracy? - zapytałem siostry, ale ona nie udzieliła mi żadnej odpowiedzi. Ciągnęła mnie tylko za rękę w stronę pasów, a następnie na drugą stronę jezdni. Zastanawiałem się czy może ona jest głucha, albo może specjalnie mnie nie słyszy. Ale ani jedno, ani drugie nie miało sensu.
W końcu weszliśmy do przytulnej knajpki na rogu ulicy. Zapach świeżo pieczonych bułeczek doleciał do moich nozdrzy, a żołądek wywrócił się na drugą stronę. Tak to jest jak się nie je śniadań, bo się nie ma na to czasu, pomyślałem. Ruth popatrzyła tylko na mnie znacząco, po czym podeszła do kasy. Stanęła w kolejce i oboje czekaliśmy na swoją kolej.
- Dostanę jakąś odpowiedź od ciebie? - zapytałem ponownie, ale i tym razem nic od niej nie usłyszałem. Ruth cały czas milczała. Chciała ze mną pogadać, a teraz nic nie mówi.
- Dzień dobry witamy. W czym mogę pomóc? - młoda dziewczyna za ladą przywitała się z nami.
- Poprosimy dwie czarne kawy z mlekiem, do tego kanapkę z kurczakiem i warzywami oraz z sosem czosnkowym. - powiedziała profesjonalnie moja siostra. W końcu jest jedną z najlepszych bizneswomen w naszym mieście i znała się na rzeczy.
- Oczywiście. - pracownica baru wbiła nasze zamówienie do kasy. - A może jakiś deser? Mamy pyszne babeczki jagodowe. Upieczone dzisiaj rano. Gorąco polecam. - popatrzyła na mnie, gdy stałem obojętnie za moją siostrą. Gdy nasze oczy się spotkały, policzki dziewczyny przybrały kolor dojrzałego pomidora.
Ruth popatrzyła na mnie znacząco. Wzruszyłem tylko ramionami.
- Poprosimy dwie. - zwróciła się do dziewczyny, która szybko dodała ciastka do rachunku.
Ruth zapłaciła za nasze śniadanie i mogliśmy w końcu usiąść przy stoliku. Wybrałem najbardziej ukryty stolik na całej sali. Nie lubiłem siedzieć na samym środku, albo gdzieś skąd ludzie będą mogli na mnie patrzeć. Dlatego najlepszym pomysłem było zajęcie stolika w samym rogu.
Ruth usiadła naprzeciwko mnie, ściągnęła swój płaszcz i przewiesiła go przez oparcie krzesła, torebkę położyła na krześle obok i głośno westchnęła. Ja natomiast przypatrywałem się jej z zaciekawieniem. Widać było, że narzeczeństwo jej służy.
- Więc o czym chciałaś ze mną pogadać? Musi to być naprawdę pilne, skoro wyrwałaś mnie z pracy. - oznajmiłem opierając się o oparcie krzesła i krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
- Cóż najpierw zapytam dlaczego tak szybko wczoraj zwiałeś?
Nie spodziewałem się takiego pytania. Nabrałem dużo powietrza w płuca i odpowiedziałem.
- Ponieważ nie chciałem przeszkadzać wam w sielance rodzinnej. Widziałem, że byłem tam niepotrzebny, a mama zadzwoniła po mnie tylko po to, abym nie czuł się gorszy od was. - oznajmiłem opuszczając dłonie na uda, gdy kelnerka przyniosła nam nasze zamówienia. Upiłem łyk kawy.
- Dlaczego tak to postrzegasz Liam? Dlaczego nie możesz zrozumieć i pojąć tego, że my naprawdę cię kochamy i chcemy dla ciebie jak najlepiej. - oznajmiła patrząc mi przy tym prosto w oczy.
- Zdaję sobie z tego sprawę, że mnie kochacie, ale dość dziwnie tę miłość okazujecie. Wczoraj naprawdę czułem się niepotrzebny, nie wiem dlaczego zdecydowałem się w ogóle wpaść do domu. Może ze względu na twoje prośby i błagania, nie wiem Ruth. Naprawdę chciałbym znać odpowiedzi na te pytania. - powiedziałem ze zrezygnowaniem. Siostra patrzyła na mnie smutnym wzrokiem, wiem że ona inaczej postrzegała naszą mamę i ten cały dom. Ale ja już tak mam, że jak ktoś zrobi mi krzywdę nie potrafię po prostu wybaczyć i żyć dalej jakby nic nigdy się nie stało. Chciałbym, ale nie potrafię.
- Liam za bardzo żyjesz przeszłością. Za bardzo ją rozpamiętujesz. Ja wiem, że masz żal do mamy za to jak się zachowywała, gdy byłeś malutki. Ale jednak to było ponad dwadzieścia lat temu. Wybacz jej, to twoja mama, chce dla ciebie jak najlepiej. - powiedziała łapiąc kiwając głową.
- Zauważyłem, że chce dla mnie jak najlepiej, ale dość dziwnie się za to zabiera. Chyba chce naprawić wszystkie te szkody, które mi wyrządziła gdy byłem dzieckiem. Niestety na mnie to nie działa, to co się wydarzyło to się wydarzyło, a ja jak sama wiesz, tak łatwo nie wybaczam. - powiedziałem upijając gorącą kawę.
- Jedz. - nakazała zmieniając temat i wskazując na nietkniętą kanapkę.
- Nie jestem głodny. - oznajmiłem patrząc w stronę okna na ponury dzień.
- Wyglądasz jak patyk Liam, musisz jeść. - powiedziała przysuwając do mnie talerzyk z kanapką.
- Naprawdę nie mam ochoty.
- Słyszałam jak ci burczało w brzuchu, gdy tutaj weszliśmy. Masz to zjeść, inaczej wepchnę ci to do buzi, a tego chyba byś nie chciał, co? - zapytała z podniesionymi wysoko brwiami.
- Nie odważyłabyś się. - popatrzyłem na nią znad pół przymkniętych powiek.
- Słabo mnie znasz Li. - odpowiedziała już sięgając po moją kanapkę, na szczęście byłem szybszy i udało mi się ja dorwać przed nią.
Wgryzłem się w miękką bułeczkę i powoli przeżuwałem.
- Dobry chłopiec. - pochwaliła mnie, a ja tylko przewróciłem oczami. - Więc wracając do sytuacji z mamą, musisz dać jej szansę. Ona naprawdę stara się pokazać, że się zmieniła, że zależy jej na nas Liam. Uwierz mi, naprawdę dużo ją to kosztuje nerwów. Postarasz się dać jej szansę? - poprosiła. - To niewiele, ale dla mamy naprawdę dużo. Daj jej do zrozumienia, że ją kochasz, bo ja wiem że tak jest. - dodała po czym żadne z nas już się nie odezwało. Jedliśmy w ciszy nasze śniadanie, popijając kawą. W głowie cały czas rozbrzmiewały mi słowa mojej siostry: wybacz jej, ona cię kocha, chce dla ciebie jak najlepiej.
A gówno prawda! Ona chce tylko moich pieniędzy. Wczoraj pokazała jak jej na mnie zależy i jaki ja to jestem dla niej ważny.
- Jako, że rozmawiamy - Ruth wskazała najpierw na mnie, potem na siebie. - Chciałabym zapytać, czy przyjdziesz na mój ślub.
- Wiesz, że ja nie chodzę na śluby, nawet na weselu Nicole nie byłem. - odpowiedziałem urywając kawałek babeczki, po czym włożyłem ją do ust.
- Ale może dla mnie zrobiłbyś wyjątek? Wiem, że nie lubisz chodzić w garniturach, ale możesz przecież ubrać czarne spodnie i białą koszulę. Naprawdę Liam, bardzo mi na tym zależy. - poprosiła. Widziałem, że to dla niej istotne, abym był przy niej w tym ważnym dla niej dniu.
- Nie wiem Ruth. - jęknąłem. Naprawdę nie miałem ochoty na udawanie że wszystko jest wspaniale i wszystko u mnie gra.
- Proszę Liam, ten jeden raz. Zrób to dla mnie. - błaganie w jej głosie powodowało, że coraz bardziej miękłem, ale nie dawałem ego po sobie poznać.
- Myślałam, że poprowadzisz mnie do ołtarza. Bo taty już nie ma, a ty jesteś jedynym facetem w rodzinie. - przy końcu głos się jej załamał. Łzy poleciały po policzkach, a ja wiedziałem że moja obecność tam i zapewnienie, że się pojawię spowodują, że dziewczyna uspokoi się i znów uśmiechnie.
- Przyjdę. - powiedziałem cicho.
- Słucham? - zapytała unosząc głowę w górę, otarła mokre policzki, po czym na jej ustach zagościł ogromny uśmiech.
- Przyjdę, skoro powierzasz mi taką rolę, to muszę być. - uśmiechnąłem się szczerze do niej.
- Dziękuje Liam, naprawdę dziękuję. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. - powiedziała chwytając moją dłoń i ściskając mocno.
Wiedziałem, że robię to dla siostry, tylko dla niej.
- A i oczywiście możesz przyjść z osobą towarzyszącą. - dodała na końcu, a ja zastanawiałem się kogo mogę wziąć na to wesele.


Perspektywa Lisy


Siedziałam na środku swojego łóżka z laptopem na kolanach. Opracowywałam kolejny genialny plan, w jaki sposób po raz kolejny dowalić Liamowi. Wiedziałam, że po wczorajszym incydencie chłopak powoli pęka. Widziałam, jaki był zły za to, że po raz kolejny z nim wygrałam. Nie mógł dać sobie rady z tym, że przegrał z kobietą. Tak! To jest właśnie to uczucie, gdy coś idzie po twojej myśli.
Byłam coraz bliżej zdemaskowania Liama i jego grupy. Miałam już na nich, a w szczególności na niego, mnóstwo informacji, które mogły mu zaszkodzić. Ale zanim przekażę to w odpowiednie ręce, musiałam zachęcić chłopaka do swojej osoby. Musiałam mu pokazać, że chce się z nim umówić, albo spotkać od tak. Mój laptop był u niego. Miałam pretekst, aby znów go zobaczyć i może zaprosić na kawę? Chyba taka opcja wydawała się idealnym rozwiązaniem. Spotkamy się, zacznę mu dziękować za wszystko co dla mnie zrobił, czyli za uratowanie komputera potrzebnego do pracy. A tak naprawdę zacznę z nim flirtować. Przekonam go do siebie, pokażę że jest normalną dziewczyną która może podobać się facetom. Tak, ten pomysł jest genialny. Teraz trzeba tylko czekać na telefon od Liama z informacją, że mój sprzęt jest gotowy do odbioru i czeka na mnie w jego firmie. Nie lubię czekać, ale czasem czekanie popłaca. I tak też będzie w tym przypadku.
Kilka godzin później, około godziny siedemnastej, siedziałam na jednej z miękkich kanap w poczekalni firmy Liama. Czekałam już jakieś piętnaście minut, aż w końcu pan Payne w końcu poprosi mnie do swojego gabinetu. Nie denerwowałam się, od środka rozsadzała mnie energia. Ciekawa byłam, jak tym razem Liam zareaguje widząc mnie. Znów się wkurzy? Znów wytrąci mi coś z ręki? A może tym razem będzie miły i uprzejmy oraz przeprosi za swoje ostatnie zachowanie? Nie liczyłabym na wiele.
Przeglądając jakieś czasopisma leżące na stoliku, westchnęłam głęboko. Ileż można czekać na odbiór głupiego laptopa? Czy każdy klient musi tyle tutaj siedzieć i patrzeć w ścianę? Czy tylko ja?
- Bardzo proszę, pan Payne czeka na panią. - oznajmił przemiły starszy pan, wchodząc do pomieszczenia. Posłałam mu lekki uśmiech i zabierając torebkę z kanapy, ruszyłam w stronę gabinetu Liama. Zastanawiałam się co może mnie tam czekać. Czy Liam będzie zły, a może będzie całkiem miły i grzeczny w stosunku do mnie? Chciałabym...
Gdy weszłam do gabinetu zauważyłam, jak Liam siedział za biurkiem pochylony nad jakąś stertą papierów. Zdziwiłam się, odkąd tylko pamiętałam Liam nie był aż tak ochoczo nastawiony do pracy. Ale cóż, jak widać ludzie zmieniają się z biegiem czasu, a Liam w szczególności.
- Dzień dobry, jakże znów miło pana widzieć. - przywitałam się z nim zamykając za sobą drzwi i siadając na fotelu stojącym naprzeciwko niego. Dzieliło nas tylko biurko.
- Przestań z tym oficjalnym tonem, Liam wystarczy. - odpowiedział chłopak podnosząc głowę znad papierów i opadając plecami na oparcie krzesła.
- Zdziwiłam się, gdy zadzwoniłeś. Myślałam, że naprawa potrwa nieco dłużej, ale widzę że niezły z ciebie fachowiec skoro tak szybko uporałeś się z moim problemem. - zaśmiałam się nerwowo. Czemu się denerwowałam? Nie spodziewałam się, że chłopak tak miło mnie przywita.
- Takie sprawy to dla mnie pikuś, naprawdę. Poza tym nie było aż tak źle, jak się spodziewałem. - Liam wzruszył ramionami.
- Więc ile płacę? - zapytałam wyciągając portfel z torebki.
- Nie płacisz nic, ale pod jednym warunkiem. - powiedział chłopak opierając łokcie na biurku i patrząc mi głęboko w oczy.
- Aż boję się zapytać co to takiego. - zaśmiałam się nerwowo. Naprawdę denerwowałam się w jego towarzystwie.
- Przestaniesz się wtrącać w moje sprawy i skończysz z wyścigami. - oznajmił poważnym i surowym tonem. Tego się nie spodziewałam, a moja reakcja była jednoznaczna. Zaczęłam się głośno śmiać.
- Żartujesz prawda? - zapytałam ocierając małe łezki w kącikach oczu.
- Nie, dlaczego miałbym? - Liam zmarszczył brwi widząc moją reakcję.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić. To nie należy do twoich obowiązków panie Payne. - powiedziałam zirytowana samym faktem, że śmiał mi powiedzieć co mogę, a czego nie mogę robić. To było o wiele za dużo.
Wstałam gwałtownie z fotela. Rzuciłam na biurko dwieście funtów i zabierając torbę z laptopem oraz swoją torebkę wyszłam z gabinetu. Tego już było za dużo. Czy on oszalał? Każe mi zrobić coś, czego ja nie chcę. Żaden facet nie będzie mi mówił co powinnam, a czego nie powinnam robić. A na pewno nie taki burak jak Liam Payne!

Perspektywa Liama


Czy to było coś złego, albo dziwnego, że poprosiłem ją o to, aby nie wtrącała się w moje sprawy i nie przychodziła na wyścigi? Czy to naprawdę było takie straszne, że musiała aż tak zareagować? Baby czasem mnie zadziwiają. Wszystko było dobrze, gdy weszła do gabinetu. Uśmiechałem się do niej, a to wszystko za sprawą mojej siostry która znacząco poprawiła mi dziś humor. Ale gdy nasza rozmowa posuwała się naprzód wiedziałem, że nie będzie tak różowo jak na początku spotkania. Wiedziałem, że coś jest na rzeczy. Wyczułem, że spodziewała się iż krzyknę na nią, albo w ogóle się nie będę odzywał, a tymczasem ja, na spokojnie i na luzie podszedłem do rozmowy z nią oraz starałem się być miły.
Oparłem się o oparcie fotela i głośno westchnąłem. Niech ten dzień się już skończy, bo ja mam już dość.
Gdy wybiła godzina osiemnasta zamknąłem komputer, poskładałem papiery na jedną kupkę, a następnie wstałem z krzesła. Rozprostowałem kości, które standardowo strzeliły, a następnie zarzuciłem czarną kurtkę na siebie.
Gdy już chciałem zgasić światło w moim gabinecie i wyjść, zauważyłem coś czarnego leżącego obok fotela po przeciwnej stronie biurka. Mrużąc oczy i koncentrując się tylko na tej rzeczy, uklęknąłem na jedno kolano. Wziąłem do ręki czarny szal, który pachniał tak intensywnie jakimiś drogimi perfumami, że aż w brzuchu mi się przewróciło. Wiedziałem, że to jej szal, wiedziałem że należy do niej, ponieważ tylko ona mogła używać takich perfum, które są charakterystyczne dla jej wybuchowego charakteru. Tak to na pewno Lisy, pomyślałem. Teraz pozostaje sprawa oddania jej tego szala. Tylko gdzie ona mieszka?
Szybko doszperałem się do moich zapisków i znalazłem jej numer telefonu oraz adres zamieszkania.
Wybiegłem z gabinetu prawie, że łamiąc nogę, ale nie przejmowałem się tym. Czułem, że muszę oddać jej ten szal.
Czułem że jestem winy jej przeprosiny za to jak się zachowałem w stosunku do niej.
Czułem, że tak należy, bo prawdziwy facet zawsze tak robi.
Czułem, że coś w moim sercu się dzieje, gdy tylko wyobrażałem sobie jej twarz. Wkurzała mnie na maksa, ale czułem że zaczyna mi się podobać z zewnątrz.
Tak, przyznałem to sam przed sobą. Lisa mi się podoba i to bardzo. Teraz tylko muszę znaleźć jej mieszkanie i oddać jej szal, a potem to już wszystko potoczy się tak jak ma się potoczyć. Albo jak kto woli, tak jak my będziemy tego chcieli.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 3

Perspektywa Liama


- Liaaaam! - moja mama, aż za bardzo ucieszyła się na mój widok. Nie lubiłem tych niedzielnych obiadków w domu. Nie znosiłem wracać do miejsca, w którym nigdy nie byłem szczęśliwy. Komuś mogłoby się wydawać, że jak to w domu rodzinnym nie można być szczęśliwym? Ależ można i tak właśnie było w moim przypadku. Czego bym nie zrobił zawsze kończyło się to na tym, że zostawałem oskarżany, poniżany i karany za byle gówna. Więc niechętnie wracam tam, gdzie to wszystko się zaczęło. Ale jako że nadal kocham moją mamę, w dopuszczalny dla mnie sposób, to robię to tylko dla niej. Poza tym moja siostra bombardowała mnie od rana telefonami, abym wpadł do domu, ponieważ mają razem z Tomem - jej mężem ogłosić jakąś świetną wiadomość. Nie to, żeby mnie to interesowało. Srałem na to.
- Dzień dobry mamo. - przywitałem się z kobietą najmilej jak potrafiłem próbując zachować dobry humor, albo przynajmniej udawałem.
- Jak podróż? Dobrze? - zapytała ściągając ze mnie kurtkę. Kurwa mamo, ja mam dwadzieścia trzy lata i dokładnie wiem, jak mam to zrobić. Chciałem na nią krzyknąć, ale wiem że lekko bym przesadził.
- Świetnie, żadnych korków. - odpowiedziałem wyrywając się lekko z jej objęć, którymi po raz trzeci dziś mnie obdarzyła. Rozumiem, że stęskniła się za mną, ale bez jaj żeby pomagać dorosłemu facetowi się rozebrać.
- To dobrze. Usiądziesz? - zaproponowała wchodząc do kuchni.
Mój rodzinny dom nie wyróżniał się za bardzo od innych domów w Wielkiej Brytanii. Jasne ściany, praktycznie w każdym pokoju. Duży hol, z którego można było wejść do salonu, kuchni i łazienki, która była na samym końcu długiego korytarza, a pod schodami, które prowadziły na górę. Na piętrze znajdowały się trzy pokoje, nieco większa łazienka i sypialnia mojej mamy.
Po mojej prawej stronie, akurat gdzie teraz stałem, znajdowała się przestronna kuchnia. Ściany, tak jak wspomniałem wcześniej były pomalowane na biało. Meble koloru szarego, a blaty nieco ciemniejsze. Kuchenka, lodówka, mikrofalówka, to wszystko co poza meblami znajdowało się w kuchni. Stół z miejscem na sześć osób stał w centralnym miejscu w pomieszczeniu.
- Chętnie. - odpowiedziałem zajmując jedno z krzeseł przy stole.
- Ruth ma nam coś ważnego do przekazania. - powiedziała mama krojąc coś na blacie.
- Domyśliłem się. - bąknąłem pod nosem obracając w palcach klucze od samochodu. Naprawdę nie chciałem tutaj być. Ten dom źle mi się kojarzył, był lekko przerażający. A odkąd nie ma w nim mojego taty, nie czuć już takiej wesołości w powietrzu.
- Nie denerwuj się Liam. Wiem, że masz dużo pracy ale czasem mógłbyś poświecić się dla rodziny i zjeść z nami obiad. - mama nadal stała odwrócona do mnie tyłem. Jej blond włosy spięte były w wysokiego koka, a okulary na nosie co chwila zjeżdżały jej z nosa, więc palcem wskazującym ciągle je poprawiała.
- Jestem tutaj, tak? Więc nie narzekaj już, że nie mam dla was czasu. - przewróciłem oczami wstając od stołu.
- Idę na górę. - zakomunikowałem i nie czekając na jakąś reakcję mamy wyszedłem z kuchni. Czy ona zawsze musiała taka być? Próbuje wzbudzić we mnie poczucie winy za to, że nie mam czasu dla nich. A czy ona miała dla mnie czas, gdy byłem mały? Nie opiekowała się mną, jak prawdziwa i normalna matka. Wolała spotykać się z „przyjaciółmi”, gdy ja mając trzy lata płakałem w łóżeczku i czekałem na nią. Tego nie widziała. Tylko teraz potrafi mnie upominać i z niezadowoloną miną na mnie patrzeć. Żałosne zachowanie kobiety, która uważa się za dobrą matkę, a w rzeczywistości nigdy nią nie była.
Szkoda, że mój tata nie żyje. Z nim zawsze mogłem pogadać o wszystkim. Na niego zawsze mogłem liczyć, gdy mojej mamy nie było w pobliżu. Ale jego już nie ma, a ja jestem jaki jestem i nic, ani nikt tego nie zmieni.
Wszedłem do swojego starego pokoju. Zamknąłem za sobą drzwi i oparłem się o nie plecami. Westchnąłem głośno i usiadłem na łóżku stojącym naprzeciwko wejścia.
Tutaj nic się nie zmieniło. Wszystko było takie samo, jak wtedy gdy byłem tutaj ostatni raz.
Na ścianach wisiały stare plakaty zespołów, których słuchałem jako młody chłopak. Na półkach stały zdjęcia z chłopakami, gdy byliśmy jeszcze w szkole. A nawet zdjęcie z Annie. Wyglądaliśmy na szczęśliwych i beztroskich młodych ludzi, przed którymi świat stał otworem. Myśleliśmy wtedy, że będziemy ze sobą do końca życia, że nic nie przeszkodzi naszej miłości. A jednak...
Westchnąłem po raz kolejny odkładając zdjęcie na półkę. Niech sobie stoi, pomyślałem. Ten pokój, ten dom to już stara sprawa, zamknięty rozdział w moim życiu do którego już nigdy nie wrócę.
Za drzwiami nagle zrobiło się bardzo głośno. Chyba moje siostry przyjechały.
- Przedstawienie czas zacząć. - mruknąłem do siebie i przybierając na twarzy najbardziej fałszywy uśmiech zszedłem na dół.

***

Po obfitym obiedzie, który mama we mnie prawie że wepchnęła, udaliśmy się do salonu.
Sara, córka mojej najstarszej siostry Nicole, bawiła się właśnie swoimi nowymi lalkami. Obserwowałem małego szkraba, jak wymachuje dwiema lalkami Barbie w powietrzu i mruczy coś sobie pod nosem. Siedziałem obok mojego szwagra – Toma na jednej z kanap, a obok niego jego żona. Jej ciężarny brzuch był już bardzo widoczny. Nie pamiętałem za bardzo, który to miesiąc, ale jakoś zbytnio nie zastanawiałem się nad tym.
Naprzeciwko nas Ruth, moja druga starsza siostra razem ze swoim chłopakiem Markiem rozmawiali cicho ze sobą. Obok nich, na fotelu moja mama z kubkiem herbaty obserwowała nas po kolei. Łzy pojawiły się w jej oczach, gdy popatrzyliśmy na siebie w tym samym momencie. Od razu spuściłem wzrok, nie mogłem na nią patrzeć.
- Wujku, wujku – jakiś cichy głosik dobiegł mnie w lewej strony. Popatrzyłem w tamtą stronę i dostrzegłem małą Sarę stojącą obok mnie.
- Pobawisz się ze mną? - zapytała wyciągając do mnie jedną ze swoich lalek. Uśmiechnąłem się zakłopotany do niej.
- Poproś ciocię albo babcię. - zaproponowałem odpychając lekko od siebie dziecko.
- One są już stare, a ja chciałabym pobawić się z tobą. - wyjaśniła, akcentując słowa „tobą”. Niech to szlag jasny strzeli, krzyknąłem sobie w myślach. Nie będę się z nią bawił, mam swoją godność. Ja Liam Payne, samiec alfa nie będę bawił się lalkami z pięcioletnim dzieckiem. Nie ma mowy!
- Proszę. - zajęczała prawie mi nad uchem.
Miałem wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią. I nie myliłem się, każda para oczu zgromadzona w tym pokoju patrzyła na mnie jak na idiotę. Mogłem przysiąc, że moje policzki były już koloru dojrzałego pomidora. Kurwa, gdyby ktoś teraz na mnie popatrzył mógłby spokojnie powiedzieć, że jaki dobry ze mnie wujek i pochwalić jak ładnie bawię się z siostrzenicą.
Usiedliśmy na podłodze jak najdalej od ciekawskich spojrzeń mojej rodziny i robiłem to samo co mała Sara. Nie miałem pojęcia co mogę do tego dziecka mówić, więc się nie odzywałem. Nigdy nie byłem dobry w kontaktach z dziećmi.
- Swoją drogą, Liam do twarzy ci z dziećmi. - zauważyła Ruth, a ja zgromiłem ją wzrokiem w myślach mówiąc spierdalaj.
- Ha ha bardzo śmieszne. - wycedziłem z wrednym uśmiechem na ustach. Wcale to nie było śmieszne. Chciałem jak najszybciej stamtąd uciec i już nigdy, prze nigdy nie wrócić.
Nagle jak na zawołanie mój telefon zaczął dzwonić w przedpokoju, schowany w kieszeni kurtki wiszącej na wieszaku w holu.
- Przepraszam na moment. - przeprosiłem wszystkich i biegiem pognałem w tamtą stronę.
Zdyszany zdążyłem odebrać zanim połączenie zostało zakończone.
- Halo? - sapnąłem do słuchawki.
- Coś ty taki zdyszany Li? - zapytał Niall śmiejąc się ze mnie głośno.
- Biegłem do telefonu. Stało się coś? - zapytałem wchodząc do kuchni.
- Właściwie to nic - odpowiedział. - Ale musisz wiedzieć jedno.
- No. - jęknąłem do słuchawki.
- Postanowiliśmy z chłopakami przełożyć wyścigi na dziś wieczór, a nie na jutro. - wyjaśnił poważnym tonem.
- Chcecie tak ryzykować? - zapytałem zaskoczony tym co właśnie usłyszałem. Oni sobie sprawy nie zdawali, jak bardzo w tym momencie zagrażają naszej grupie.
- Jak to ryzykować?
- W weekend zawsze jest największy ruch niż w ciągu tygodnia. Ludzie wracają do domów od najbliższych, naprawdę chcecie aż tak ryzykować? - dopytywałem go.
Słyszałem jak drapał się po głowie i jak myślał. A to u Nialla nie zawsze miało miejsce.
- Li, spokojnie jakoś damy radę - zaśmiał się nerwowo. Coś było nie tak.
- Niall co jest? Stało się coś? - odwróciłem się za siebie czując na sobie czyjś wzrok. Nie myliłem się. Moja mam stała w progu drzwi i przypatrywała mi się, jak się domyślam, z zatroskaną miną.
- Niall zaczekaj. - powiedziałem do kumpla, który coś bełkotał mi do słuchawki.
- Co? - warknąłem do mamy.
- Wszyscy na ciebie czekamy. - powiedziała nie przejmując się wcale moim wybuchem złości.
- Zaraz przyjdę.
- Teraz Liam.
- Zaraz. - powiedziałem dobitnie, aby się w końcu ode mnie odwaliła i dała mi spokój.
Spuściła tylko głowę i wyszła z pomieszczenia. Naprawdę mnie wkurzała i to bardzo.
- Niall, już jestem. Więc co się takiego stało, że musimy przełożyć nasze wyścigi na dziś? - zapytałem wsłuchując się w słowa przyjaciela z szeroko otwartymi oczami.

***

Po prawie, że pół godzinnej rozmowie z Niallem, ostatecznie stwierdziłem że to jednak jest dobry plan, aby dziś zorganizować wyścigi. Pojawił się bardzo przekonywujący powód, aby zrobić to wieczorem. Mianowicie chłopaki, nie wiem skąd, ale udało im się dowiedzieć że na dzisiejszym wyścigu będzie ktoś, kto co chwila wyjawia prasie nasze kryjówki. A ja bardzo chciałem dowiedzieć się kim jest ta osoba. Wiem, a raczej jestem tego pewny na sto procent, że to facet. Nie wyobrażam sobie, żeby był to ktoś inny. Chłopaki sądzą, że to Alvin. Ja nie jestem tego taki pewien No dobra, może coś mi tam przeszło przez myśl, że to może być on, ale jednak nie jestem co do tego przekonany. Znam Alvina dość długi czas i naprawdę nie chce mi się wierzyć, że to on na nas kabluje. Jest za bardzo niewinny na robienie takich rzeczy. Myślę, że jest też za głupi aby wpaść na tak genialny pomysł. Tym kimś musi być osoba, która jest obeznana w sprawach mediów i wie gdzie uderzyć, aby zrobić wielki szum.
Wróciłem do salonu i usiadłem na swoim poprzednim miejscu. W głowie cały czas pojawiały mi się słowa Nialla i własne przemyślenia dotyczące całej tej sprawy. Próbowałem połączyć informacje z różnymi wydarzeniami w całość. Niestety nic z tego nie wyszło, ponieważ moje przemyślenia przerwała moja mama wołając moje imię.
- Liam jesteś z nami? - zapytała, gdy popatrzyłem na nią. Z jej twarzy nie dało się nic wyczytać. Była tak sztywna i bez wyrazu, jakby nie miała w sobie żadnych emocji. Co prawda, ta kobieta nigdy ich nie miała, ani nawet nie wiedziała czym one są.
- No. - odpowiedziałam od niechcenia. Chciałem już wrócić do swojego mieszkania, w którym czułem się o wiele bardziej komfortowo niż tutaj.
- Liam chcielibyśmy wam coś ogłosić. - oznajmiła Ruth, gdy już mama chciała się odezwać. Zapewne chciała mnie pouczyć, jak powinienem się zachowywać w stosunku do niej i bliskich. Ale myślę, że na naukę z jej strony jest już za późno.
- No to mów. - powiedziałem do niej wkurzony krzyżując ramiona na piersiach i opierając się o oparcie kanapy. Naprawdę nie obchodziło mnie, co ta dwójka ma nam do przekazania.
Ruth popatrzyła tylko na mnie wzrokiem zabójcy, po czym wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić.
- Więc mamo, Nicole, Tom, Sara, Liam, pragniemy powiadomić was, iż zamierzamy się pobrać. - powiedziała to z taką radością, że aż rzygać mi się chciało. Mama wydała z siebie głośny pisk, aż musiałem zakryć uszy dłońmi. Zaczęły się przytulać, po chwili dołączyła do nich Nicole gramoląc się z kanapy i wszystkie trzy, a nawet cztery z Sarą na czele zaczęły, oglądać pierścionek zaręczynowy i głośno dyskutować na temat ślubu. Gdybym mógł, wyszedłbym stamtąd w jednej sekundzie.
Ale zaraz przecież mogę to zrobić, pomyślałem sobie. Nie jestem tutaj przywiązany, ani nie muszę tutaj być.
Pogratulowałem tylko Tomowi i mojej siostrze, do której ciężko było się dostać przez grupkę okupujących ją.
- Przyjdziesz na wesele, prawda? - zapytała Ruth. Wzruszyłem tylko ramionami i ze zrezygnowaniem udałem się do holu. Ubrałem buty i kurtkę, a następnie wyjmując klucze z kieszeni spodni otworzyłem drzwi.
Letnie powietrze uderzyło mnie w twarz. Pewnym krokiem ruszyłem w stronę zaparkowanego na chodniku samochodu. Nacisnąłem przycisk otwierający drzwi auta i już miałem wsiadać, gdy za moimi plecami usłyszałem znajomy głos. Odwróciłem niechętnie głowę i dostrzegłem moją mamę zbliżającą się w moją stronę. Mruknąłem pod nosem.
- Nie no, co znowu?
- Stało się coś? - zapytałem, gdy kobieta była bliżej mniej. Opatuliła swoje chude ciało grubym, szarym swetrem, a następnie zapytała.
- Dlaczego tak szybko wyszedłeś? Dlaczego nigdy nie możesz zostać dłużej?
- Mam coś do zrobienia. - oznajmiłem bawiąc się kluczykami od samochodu.
- Nie kłam Liam. Znam cię na tyle dobrze, żeby wiedzieć kiedy kłamiesz a kiedy mówisz prawdę. - powiedziała. Prychnąłem na jej słowa. Znała mnie? A to dobre.
- Znasz mnie? A niby skąd? Odzywasz się do mnie, gdy potrzebujesz tylko moich pieniędzy, a nie mnie. Co, przyjaciele już ci nie pomagają? A zresztą, gdzie masz pieniądze po ojcu? Rozwaliłaś wszystkie? - pytania wylatywały z moich ust. Nie miałem filtra, aby najpierw pomyśleć, a potem je powiedzieć.
- To nie twoja sprawa Liam. Poza tym jesteś moim dzieckiem i twoim obowiązkiem jest mnie wspierać. - wyjaśniła. Widziałem, że była wkurzona, nie spodziewała się takich słów z mojej strony.
- To nie jest mój obowiązek. Każdy z nas dostał po równo, ale ty zamiast je gdzieś wpłacić albo zainwestować, to wolałaś je od razu wydać. Tylko zastanawiam się na co lub na kogo. - prawie że krzyczałem. Miałem dość, że ta stojąca tutaj przede mną kobieta mówiła mi co mam robić, a czego nie i jeszcze bezczelnie mi rozkazywała.
- Nie było cię, gdy potrzebowałem ciebie najbardziej. Nie miałem w nikim oparcia, gdy byłem mały. Gdyby nie tata, zapewne nie miałbym tego co mam teraz. To on mnie wychował na takiego człowieka. To on był przy mnie, gdy złamałem nogę, to on był przy mnie gdy strzeliłem swojego pierwszego gola, to on chodził na wywiadówki, to on pomagał mi w nauce. Nie ty! Ty wolałaś imprezy z przyjaciółmi, niż własne dziecko. Dlatego błagam cie, nie mów mi co mam robić a czego nie, bo to jest żałosne gdy wypływa z twoich ust. - oznajmiłem wsiadając do samochodu. Widziałem, że po mamy policzkach poleciały łzy. Zanim jeszcze zdążyłem odpalić samochód otworzyła drzwi od strony kierowcy i szepnęła ciche.
- Przepraszam – po czym wróciła do domu.
Siedziałem zszokowany w samochodzie nie wiedząc, co mam ze sobą zrobić. Spodziewałem się, że zostanę spoliczkowany, a tymczasem dostałem tylko przeprosiny. Naprawdę nie wiedziałem co się akurat stało Dopiero po chwili komórki w moim mózgu złączyły się w całość i poleciły, abym zapalił samochód i odjechał stamtąd jak najdalej.
Tak też zrobiłem.

Perspektywa Lisy

To dziś, to dziś jest ten dzień, gdy znów będę się ścigać ze sławnym panem Paynem, pomyślałam zaraz po przebudzeniu.
Ostatnim razem z nim wygrałam, wierzyłam że dziś będzie tak samo. Liam był ostatnio za to bardzo wkurzony. Chyba nie spodziewał się, że po raz pierwszy przegra. Ale cóż kiedyś musi być ten pierwszy raz, prawda?
Właśnie się ubierałam, gdy usłyszała dzwonek telefonu dobiegający z drugiego pokoju. W samych bokserkach i cienkiej bluzeczce pobiegłam do salonu. Chwyciłam wibrujące urządzenie w dłoń i nie patrząc na to kto dzwoni odebrałam.
- Lisa posłuchaj mnie bardzo uważnie. - głos Alvina odezwał się w słuchawce.
- Co tam Alvinku? - zapytałam z uśmiechem na ustach, trzymając telefon między uchem a ramieniem, chcąc jednocześnie zrobić sobie kucyka.
- Nie możesz się dziś z nimi ścigać. - oznajmił.
- Co? A niby dlaczego? - zapytałam wkurzona. Alvin nie należał do osób, które mogły zabraniać mi robić to, na co tylko miałam ochotę.
- Wiem z zaufanego źródła, że będą dziś na ciebie czyhać. To znaczy na tego kogoś, kto na nich ciągle kabluje. - wyjaśnił ledwo oddychając. Musiał się nieźle zdenerwować.
- Al, nic mi nie będzie, zaufaj mi. Jestem w tym dobra, tak? Dam sobie radę. - powiedziałam próbując nieco uspokoić chłopaka.
- Nie Lisa, nie możesz dziś tam jechać. Błagam cię zaufaj mi, nie możesz aż tak ryzykować.
Słyszałam po tonie jego głosu, że coś jest na rzeczy. Alvin nigdy by do mnie nie dzwonił z taką informacją, gdyby nie było to naprawdę ważne.
- Dlaczego niby Al? Dlaczego mam tam nie pojechać? Chcę to zrobić, bo to dla mnie ważne. - oznajmiłam wracając do pokoju i ubierając na siebie czarne spodnie i czarną koszulkę.
- To jest niebezpieczne! - krzyknął do słuchawki telefonu, aż musiałam odsunąć telefon od ucha.
- Uspokój się. Ja i tak tam pojadę czy ci się to podoba, czy nie. - oznajmiłam, po czym się rozłączyłam. Rzuciłam telefon na łóżko za sobą. Tego już było za wiele. W co ten Alvin sobie pogrywa? Nie będę go słuchać, zrobię tak jak ja chce i tak jak mi się podoba.
Pojadę na te wyścigi i po raz drugi wygram pościg z Liamem.


Perspektywa Liama


Po drodze w nasze sekretne miejsce, postanowiłem jeszcze zatankować samochód, bo wskaźnik paliwa zbliżał się ku zerze.
Zaparkowałem przy odpowiednim miejscu i wysiadłem z samochodu. Nalałem benzyny do pełna i zamykając samochód na klucz udałem się do kasy, aby zapłacić. Stanąłem w kolejce i obserwowałem kilka osób stojących przede mną. To starszy pan kupujący czteropak piwa, dalej stał jakiś młody chłopak głośno żujący gumę. Za nim stała wysoka, zgrabna brunetka z włosami spiętymi w kucyk. Z tyłu wyglądała naprawdę apetycznie, ale gdy odwróciła się za siebie zorientowałem się, że to ta sama dziewczyna, co a) wygrała ze mną i b) spotkaliśmy się w tym sympatycznym barze niedaleko miasta.
Nie wiem od czego to zależało, ale bardzo często na siebie wpadaliśmy. Czyżby to miało jakieś znaczenie?
Brunetka zapłaciła w kasie za coś i szybkim krokiem wyszła na zewnątrz. Patrzyłem tylko jak odjeżdża i spuściłem głowę w dół. Miałem nadzieję z nią porozmawiać, ale nic z tego nie wyszło, za szybko mi zwiała.
Po zapłaceniu za paliwo wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę naszej miejscówki. Za pięć jedenasta byłem już na miejscu. Tłum ludzi uniemożliwiał mi przejazd, ale po użyciu klaksonu, udało mi się dotrzeć na miejsce. Chłopaki już tam byli. Zaparkowałem obok ich samochodów i wysiadłem ze swojego. Podszedłem do nich, aby się przywitać.
Niall od razu zaczepił mnie i wskazał podbródkiem za mnie. Odwróciłem się i dostrzegłem dokładnie tą samą dziewczynę, którą widziałem jakieś dwadzieścia minut wcześniej na stacji benzynowej. Teraz wiedziałem, że dziewczyna mnie prześladowała. Skąd wiedziałaby o naszej kolejnej kryjówce? Musiała albo za mną jechać, albo...
- Ciekawe co ona tutaj robi? - zapytał Louis pociągając łyk swojego piwa. Oznaczało to , że na pewno dziś się nie ściga.
- Zaraz się dowiem. - burknąłem pod nosem ruszając w jej stronę. Harry z Zaynem chcieli mnie zatrzymać, ale odepchnąłem ich mówiąc, że dam sobie rade sam.
Brunetka rozmawiała z jakimś kolesiem. Śmiała się, a gdy ruszała głową jej kucyk kołysał się w prawo i w lewo.
- Co ty tutaj robisz? - zapytałem wkurzony.
- Cześć, nie wiedziałam że dziś będziesz. Chłopaki mówili, że może cie nie być. - zaśmiała się do mnie bezczelnie. Ale muszę przyznać, że miała bardzo przyjemny dla uszu śmiech i te słodkie dołeczki w policzkach. Liam idioto skup się, masz być zły i wkurzony, skarciłem siebie w myślach.
- Nie lubię się powtarzać. Co tutaj robisz? Skąd wiedziałaś o naszej miejscówce? - zapytałem ponownie czekając na jej pełną odpowiedź.
- Wiesz, ptaszki bardzo głośno ćwierkają w naszym mieście o tobie i twoich kumplach, więc nie mogłam przegapić okazji, aby znów z tobą wygrać. - oznajmiła śmiejąc się jeszcze głośniej ze mnie. Co za bezczelna su...
- Za dwie minuty startujemy! - krzyknął donośny głos za mną.
- Zaraz się przekonamy – oznajmiłem jej i zacząłem biec do swojego samochodu.
Usłyszałem tylko za plecami jej głośny śmiech.
- Liam, miałeś się dziś nie ścigać. - zawołał Harry podbiegając do mnie, gdy wyjmowałem z bagażnika skórzaną kurtkę i rękawice.
- W dupie to mam. Muszę ją pokonać. Jest za bardzo pewna siebie. - oznajmiłem przyjacielowi ubierając na siebie kurtkę i po chwili wślizgując dłonie w rękawice.
- Li, daj spokój jesteś zdenerwowany.
- Nie jestem zdenerwowany jestem pod wpływem adrenaliny, a to różnica Harry. A teraz odsuń się. - powiedziałem wsiadając do samochodu, zatrzaskując drzwi i zapinając pasy.
Miałem jeden cel – pokonać brunetkę w tym trudnym dla nas obojga wyścigu. Wiedziałem, że mi się uda. W końcu nie bez powodu nazywam się Liam Payne – mistrz kierownicy.
Ustawiłem się na swoim miejscu, po chwili krwisto czerwony samochód stanął obok mojego Popatrzyłem w lewo na brunetkę, jej twarz schowana była pod kaskiem. W tym samym momencie odwróciła głowę w moją stronę i pokiwała nią w górę i w dół, a następnie kilka razy nadepnęła stopą na pedał gazu.
Pokręciłem tyko głową i wrzuciłem pierwszy bieg.
Młoda blondynka stojąca między naszymi samochodami, czekała na odpowiedni moment, aby dać nam znak białą chustą.
Kilka sekund później uniosła ją w górę, a po chwili chusta powędrowała w dół dając nam znak, że to już czas ruszać.
A więc ruszyliśmy. Na początku jechaliśmy obok siebie. W głowie co chwila słyszałem śmiech brunetki, tak bardzo irytujący że nie mogłem się go pozbyć.
Nasze auta pędziły w ciemną noc. Jedyne co przed sobą widzieliśmy to światła naszych pojazdów. Zbliżał się ostry zakręt. Trzeba być wyczulonym, aby dobrze w niego wjechać, bo inaczej można wypaść z jezdni. Obojgu nam wyszedł, zarzuciło mi lekko tyłem, a brunetka wykorzystała ten moment i mnie przegoniła. Po chwili dołączyłem do niej i jechaliśmy obok siebie. Za chwilę miała być meta, byłem pewny że to ja wygram. Serce biło mi szybko w klatce piersiowej, słyszałem jego bicie w uszach. Krew podeszła mi do mózgu, gdy zobaczyłem w oddali wiwatujących ludzi za metą. Jechaliśmy z brunetką blisko siebie, lusterka naszych samochodów prawie że się stykały. Byłem tak blisko od wygranej, ale nie spodziewałem się że dziewczyna wciśnie jeszcze bardziej pedał gazu i mnie wyprzedzi, zaledwie o trzy centymetry i takim sposobem wygra ten wyścig.
- Kurwa mać! - krzyknąłem, gdy tylko się zatrzymałem. Waliłem w kierownicę dłońmi, byłem tak bardzo zły na siebie i na nią, na wszystkich, ale w szczególności na nią. Małą, bezlitosną, su...
- Liam, coś ty narobił?! - Harry razem z Niallem, Louisem i Zaynem podbiegli do mojego samochodu.
- Nie wkurwiajcie mnie jeszcze bardziej, dobra? - poprosiłem patrząc na nich wkurzony. Zdjąłem rękawice i rzuciłem je na siedzenie pasażera.
- Baba z tobą wygrała, po raz drugi. - zaśmiał się Louis. Wysiadłem z samochodu trzaskając głośno drzwiami. Niech Louis się cieszy, że nic mu nie zrobiłem.
- Jak to się mogło stać? - zapytałem sam siebie.
- Nie przejmuj się, każdemu się może zdarzyć. - powiedział Niall uspokajająco.
- Nie mnie! - oznajmiłem. Patrząc na brunetkę przyjmującą gratulacje od innych. Nie mogłem na to patrzeć, musiałem coś ze sobą zrobić.
Ruszyłem w stronę samochodu. Wsiadłem do środka i po protu odjechałem stamtąd.

Chłopaki coś jeszcze za mną krzyczeli, ale nie miałem ochoty na ich słuchać. Musiałem zostać sam.

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 2

Perspektywa Liama

Wczorajszy wieczór był udany, bawiłem się dobrze. Chłopaki oczywiście szaleli ze swoimi dziewczynami na parkiecie, a ja jak ten głupi burak siedziałem popijając trzecie piwo. Szukałem wzrokiem tajemniczej brunetki, ale chyba sobie już poszła. Szkoda, bo genialnie się poruszała i cudownie się na nią patrzyło. Dla kogoś obcego mogłoby się to wydawać dziwne, że jako młody chłopak i w miarę atrakcyjny, siedziałem sam pośród tylu zakochanych par. Ale co ja poradzę na to, że akurat taki jestem? Że nie potrafię zatrzymać przy swoim boku kobiety. Chyba lepiej wychodzi mi gapienie się na nie, niż na przykład gadanie z nimi. Chciałbym być taki jak moi kumple. Każdy z nich ma dziewczynę od kilku już lat i dzięki temu czują się szczęśliwi. Chciałbym zakochać się w kimś tak bardzo, że gdyby tej osoby nie było obok mnie, to bolałoby mnie serce ze smutku i tęsknoty za nią. Wiem, że zachowuję się żałośnie ciągle użalając się nad sobą i w dodatku siedząc sam w mieszkaniu pośród pustych czterech ścian.
- Aaaa! - ryknąłem, gdy gorąca kawa wylała mi się na spodnie robiąc wielką brązową plamę. Wyglądałem jakbym właśnie w tym momencie zesikał się w gacie.
Szybko wstałem i trzymając się w kroku, pobiegłem do łazienki. Dlaczego zawsze to co najgorsze musi przytrafiać się akurat mnie?
Telewizor grał głośno, gdy ja prałem w zlewie brudne spodnie. Nagle jakby coś we mnie trafiło i usłyszałem bardzo dobrze znaną mi nazwę ulicy. Tam, gdzie często ścigamy się z chłopakami. To już druga nasza kryjówka, którą teraz ktoś odkrył.
Nosz kurwa, pomyślałem sobie. W samych bokserkach pobiegłem do salonu. Stanąłem naprzeciwko odbiornika i słuchałem uważnie co tym razem mówią.
- Nasz wysłannik dostał wczoraj wieczorem cynk, że w tej okolicy odbywają się nielegalne wyścigi samochodowe. Sprawdziliśmy to i okazało się, że to prawda. Kilkoro ludzi przechadzających się po okolicy potwierdziło nasze przypuszczenia. Tak jak i poprzednim razem, zapewniamy państwa że zajmiemy się to sprawą i za niedługo podamy więcej informacji na ten temat. Dla wiadomości Spot, Michael Smith.
- Znów to samo. - bąknąłem do siebie wyłączając telewizor. Kto mógł na nas zakablować? Wszyscy zgodnie twierdziliśmy, że to Alvin i nie zdziwiłbym się gdyby okazało się, że to on jest tym który na nas kabluje. Wiem jedno: że znajdę tego kogoś kto to robi i obiecuję sobie, że urwę mu łeb zanim zdąży coś powiedzieć.
Po chwili mój telefon zabrzęczał na szafce w salonie. Wzdychając podbiegłem do niego i czytając imię Harry'ego na wyświetlaczu odebrałem połączenie.
- Widziałeś wiadomości? - zapytał na wstępie.
- Tak i szlag mnie trafia. Już druga nasza kryjówka została odkryta. Jak tak dalej pójdzie obawiam się, że za niedługo nie będziemy mieli gdzie się ścigać. - odpowiedziałem pocierając skronie. Głowa zaczęła mnie już boleć.
- No wiem stary. Musimy coś z tym zrobić. Ja mogę poszperać u ojca w biurze, bo słyszałem jak gadał coś dziś do mamy o wyścigach. Więc, jakby coś to podam konkretniejsze informacje jak tylko się czegoś dowiem. - zaproponował Harry. Świetny pomysł pomyślałem.
- Harry? - zapytałem niepewnie przyjaciela po chwili.
- Co? - słyszałem jak westchnął.
- Myślisz, że to Alvin wszystko wygaduje?
- Jestem tego w stu procentach pewny. Ale na razie nie możemy go o nic oskarżyć, bo przecież mamy na to dowodów. - powiedział, a ja pomyślałem że to znowu świetny pomysł.
- Liam, nie przejmuj się jakoś damy radę. Nikt nie będzie wtrącał się do naszego życia, gdy my tego nie chcemy. - dodał na koniec, po czym się rozłączyliśmy.
Harry miał rację, musimy coś z tym zrobić, aby zdemaskować osobę, która cały czas odkrywa nasze kryjówki.


Perspektywa Lisy

Słońce wpadające przez zasłonięte zasłony spowodowało, że otworzyłam oczy. Dlaczego ja wczoraj wieczorem nie zasłoniłam okna? Irytujący dźwięk telefonu dobiegającego z kuchni zmusił mnie do wstania z łóżka. Wyczołgałam się z ciepłej jeszcze pościeli i szurając nogami po parkiecie przeszłam do kuchni. Wyszperała głośno dzwoniący telefon z wnętrza torebki i nie patrząc kto dzwoni, odebrałam.
Musiałam przytrzymać się blatu, ponieważ głośny ryk Alvina z drugiej strony aparatu prawie zwalił mnie z nóg.
- Dlaczego to zrobiłaś?! - zapytał z wyrzutem w głosie.
- Al, Al, Al, spokojnie. Powiedz mi jeszcze raz o co chodzi? - zapytałam nalewając do szklanki wodę mineralną i pijając ją powoli. Zastanawiałam się dlaczego mam tak sucho w ustach, ale przecież wczoraj w klubie nieźle dałam czadu. Kac ma swoje prawa.
- Dlaczego znów wydałaś kryjówkę grupy Liama? - zapytał. W ogóle nie wiedziałam o co mu chodziło. Ale po chwili, do mojej głowy dotarły wspomnienia z wczorajszej nocy. Znów wydałam grupkę kumpli z Wolverhampton, ale w końcu miałam ku temu powody.
- Tak jakoś wyszło. - wzruszyłam ramionami uśmiechając się z wyższością sącząc napój.
- Tak. Jakoś. Wyszło?! - Alvin krzyknął do słuchawki, a ja musiałam odsunąć urządzenie od ucha.
- Daj spokój Al, przecież nic się nie stało. Podzielę się z tobą kasą, gdy tylko przeleją mi ją na konto. - zaśmiałam się w duchu. Już wyobrażałam sobie na co przeznaczę pieniądze z tego, jakże zacnego posunięcia.
- Nie chcę twoich pieprzonych pieniędzy! Wiesz, że oni myślą że to ja ich wydałem? Tylko ja wiedziałam o tym i oni teraz myślą, że ja to zrobiłem, rozumiesz? - prawie, że zaczął płakać, ale mnie w ogóle to nie wzruszyło. Śmiałam się tylko bezczelnie w duchu ciesząc się ze swojego zwycięstwa.
- Alvinku mój najdroższy, uwierz mi że ci głupi chłopcy nigdy się nie dowiedzą kto to zrobił.
- Ale podejrzewają mnie. Jasne, to ja wydałem ich pierwszą kryjówkę, ale tą drugą to nie ja, a ty. Jak mogłaś?! Nie po to ci o niej powiedziałem, żebyś od razu leciała do telewizji i mówiła im o tym.
Teraz to na dobre się rozpłakał, a myślałam, że jest bardziej męski.
- To mi się obrywa za ciebie. Nie po to ci o nich mówiłem, żebyś teraz mówiła wszystkim na około o tym, nie do tego to miało służyć. Chciałaś tylko znaleźć Liama Payne'a, aby zapłacił ci za wszystkie krzywdy tobie wyrządzone. A ty posunęłaś się do tego stopnia, że wygadałaś wszystkim stacjom telewizyjnym i radiowym o tym.
- I gazetom. - dodałam szczerząc zęby w uśmiechu.
- Gazetom też? - zdziwił się Alvin. - Ty naprawdę jesteś podła. - dodał zaskoczonym tonem.
- A to dopiero początek. - przyznałam pewna siebie kiwając głową i już wymyślając kolejne posunięcie. Tak, to było to. Jesteś genialna, powiedziałam sobie w myślach zacierając ręce i czekając na odpowiedni moment, który nadejdzie już niedługo.



Perspektywa Liama

Nadszedł poniedziałek. Nie spałem całą noc. W sumie nie dziwie się sobie. Praktycznie do rana siedzieliśmy z chłopakami i obmyślaliśmy plan, jak rozszyfrować to kim jest ta wredna osoba która ciągle odkrywa nasze miejscówki.
Niestety nawet z zapisków ojca Harry'ego, które chłopakowi udało zdobyć się podstępem, nic nie wynikało. Dowiedzieliśmy się tylko kiedy, gdzie i o której godzinie dana osoba podała adres. Ale ani żadnego opisu sylwetki, ani nawet jaki miała pseudonim. W internecie było mnóstwo artykułów na ten temat. W telewizji w wiadomościach ciągle o tym mówili. Zastanawialiśmy się nawet czy by nie zadzwonić do telewizji, bądź radia i podać się za jakiegoś anonimowego słuchacza. Ale wątpiliśmy, aby ktokolwiek z zarządu podał nam takie informacje, skoro wszędzie mówili że były one poufne i nie do użytku publicznego. A myślę, że przynajmniej musieli wiedzieć jak dana osoba wyglądała.
Doszliśmy przynajmniej do jednego wniosku - ta osoba musiała nas, albo jednego z nas bardzo nienawidzić skoro robiła takie okropne rzeczy. Każdy z nas myślał nad tym kim może być ten osobnik, ale żadnemu z nas nie przyszło nic na myśl i nic nie wymyśliliśmy. Niestety.
Przy paru piwach i jakichś przekąskach spędziliśmy wczorajszy wieczór. Żaden z nas nie miał ochoty na nic konkretniejszego do jedzenia, każdy z nas miał ściśnięty żołądek. Denerwowaliśmy się, bo mieliśmy jeszcze kilka tajemnych miejscówek w mieście. Obawialiśmy się, że jeśli zrobimy wyścigi to ktoś nas na tym nakryje, a jak wiadomo one są nielegalne i możemy pójść do więzienia.
Budzik zadzwonił głośno na stoliku obok łóżka. Czas wstawać, pomyślałem sobie. Miałem dzisiaj dużo pracy, więc może to i dobrze, bo przynajmniej zajmę czymś mój umysł i nie będę ciągle myślał o tajemniczym prześladowcy, ani nawet o tym kim on może być.


***

Minęła dwunasta, a ja nic nie zrobiłem. Miałem nadzieję, że przy nawale pracy jaką mam dziś do zrobienia, zapomnę o całej tej chorej sytuacji. Ale nic to nie dało. Zamiast pracować, siedziałem przy biurku, a wokoło mnie walało się pełno faktur do wprowadzenia do komputera.
Jestem informatykiem i mam własną firmę. Jako młody i niedoświadczony jeszcze pracownik postanowiłem zrobić coś z pieniędzmi, które odziedziczyłem po zmarłym ojcu. Założyłem więc firmę. Mam dwustu ludzi pod sobą i trzy filie w Wielkiej Brytanii. Jestem panem swego świata, jak to mówią. Ale ostatnimi dniami wcale tak się nie czuje. Czuję jakby ktoś mnie prześladował i deptał mi ciągle po piętach, obserwował to co robię i czym się zajmuję. Czuję się po prostu osaczony.
Telefon na biurku zaczął dzwonić. Odebrałem go, a w słuchawce usłyszałem głos mojego pracownika, Charliego, starszego pana który od dawna zajmuje się komputerami i bardzo dobrze zna się na swoim fachu.
- Tak? - powiedziałem do słuchawki telefonu.
- Panie Payne, przyszła pana znajoma i koniecznie chce się z panem widzieć. Mam wpuścić?
Znajoma? Jaka znajoma?
- A jak się nazywa? - zapytałem drapiąc się po brodzie.
- Lisa Benson.
Nie znałem żadnej Lisy, pomyślałem sobie.
- Mam wpuścić czy nie? Dziewczyna bardzo się niecierpliwi. - zauważył starszy pan. Nie znałem jej, ale może ona znała mnie. A skoro miała do mnie jakąś sprawę, może lepiej będzie ją wpuścić?
- Poproś ją do mnie. - zażądałem odkładając słuchawkę.
Posprzątałem trochę na biurku, ale było tego zdecydowanie za dużo więc ostatecznie zostawiłem tak jak było.
Po chwili lekkie pukanie sprowadziło mnie na ziemię. Usadowiłem się wygodniej w fotelu i udając, że robię coś na laptopie powiedziałem głośne.
- Proszę.
A gdy drzwi od mojego gabinetu się otworzyły, zobaczyłem ją. Była to ta sama dziewczyna, która wygrała ze mną w wyścigach i którą obserwowałem w klubie.
Pojawiła się znikąd przede mną i podawała się za moją znajomą Gdybym tylko ją skądś pamiętał, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
- Dzień dobry. - przywitała się ze mną zamykając za sobą drzwi.
Usiadła naprzeciwko mnie na jednym z krzeseł, przerzuciła długie, brąz włosy za plecy i przyglądała mi się z zaciekawioną miną.
- Eee – odchrząknąłem – Witam, w czym mogę pani pomóc? - zapytałem zamykając klapę laptopa i koncentrując się tylko na niej. Ten jej błysk w oczach, usta lekko rozchylone w nikłym uśmiechu. Miała coś intrygującego w sobie.
- Prawdę mówiąc trochę skłamałam panu pracownikowi na dole. Spotkaliśmy się raz na wyścigach, nie wiem czy pan mnie kojarzy, ale wygrałam z panem. - zauważyła, a moje palce zacisnęły się w pięści aż mi kostki pobielały. Tak, bardzo dobrze cię pamiętam ty brutalna i jakże atrakcyjna kobieto, pomyślałem sobie.
- Coś mi świta. - zmarszczyłem brwi udając, że próbuję sobie przypomnieć tą sytuacje. Ale tak naprawdę pamiętałem ją bardzo dobrze, bo jak można zapomnieć przegraną, zwłaszcza z kobietą. A ja Liam Payne nigdy nie przegrywam.
Dziewczyna przeszywała mnie swoim wzrokiem, jakby czekała na jakiś mój ruch.
Odchrząknęła i kontynuowała.
- No dobrze, więc przejdźmy do rzeczy. Zepsuł mi się komputer, a słyszałam że jest pan jednym z najlepszych fachowców w Londynie.
Czy ona zaczyna mi słodzić? Boję się.
- Poproszę o konkrety. - odezwałem się. Nie chciałem, aby pomyślała sobie, że skoro mi tak cukruje ulegnę jej czarowi i zaczniemy ze sobą flirtować. Co to, to nie. Na pewno nie u mnie.
- Gdy wczoraj chciałam go włączyć coś tak jakby piknęło i lekko się zadymiło. - wzruszyła ramionami i wyciągnęła z torebki swojego laptopa.
- Skoro się zadymiło, to uważam iż już nic nie da się z nim zrobić. Proponuję zakupić nowy komputer. - powiedziałem szczerze z uniesionymi wysoko brwiami chcąc być bardziej niż przekonujący.
- Co? Jak to? Nie da się naprawić? Ja miałam tam ważne notatki i pliki potrzebne mi do pracy. Proszę mi pomóc, zapłacę. - już wyciągała portfel, ale w porę zaprotestowałem. Nie potrzebowałem jej pieniędzy, przynajmniej na razie dopóki nie znajdę powodu zepsucia się urządzenia.
- Zobaczę co da się zrobić, ale nic nie obiecuję że je odzyskam. Proszę jednak liczyć się z tym, że to przegrana sprawa. - powiedziałem zrezygnowanym głosem.
Chciałem dziewczynie pomóc, ale nie mogłem też obiecywać że mi się to uda. W cuda nie wierzę.
- Dziękuje panu bardzo. Liczę na pana i trzymam kciuki. - odpowiedziała wstając z krzesła.
- Potrzebne mi będą jeszcze pani dane, jakiś kontakt, abyśmy się mogli z panią skontaktować. - powiedziałem wyciągając spod biurka notes i czekając już z długopisem w ręce na zanotowanie danych.
- Oczywiście - zgodziła się zajmując swoje poprzednie miejsce. - Lisa Benson – podając swoje imię i nazwisko znacząco na mnie popatrzyła, jakby czekała na moją reakcję. Dziwne. Zapisałem jeszcze numer telefonu i adres, po czym wyrwałem kartkę i nakleiłem ją na wierzchu laptopa.
- W takim razie dziękuję, za kilka dni się do pani odezwiemy i damy znać czy udało nam się coś zdziałać, czy też nie. - powiedziałem do niej.
- Dziękuję bardzo i liczę na pana. - uśmiechnęła się do mnie znacząco, po czym wyszła z mojego gabinetu. Co to właściwie było? Wydawało mi się, że skądś ją znam, ale za nic w świecie nie mogłem przypomnieć sobie skąd.


Perspektywa Lisy

Liam, Liam, Liam. On mnie w ogóle nie pamięta, ale nie dziwię mu się. Przecież wyglądam całkiem inaczej niż wtedy, gdy po raz ostatni się widzieliśmy. Nie mam już na sobie tych starych, śmiesznych okularów, ani aparatu na zębach. Wyglądam w końcu jak normalna, dziewczyna. Jestem o wiele ładniejsza, szczuplejsza i w końcu mogę zobaczyć palce u swoich stóp. Pracowałam długo, aby uzyskać taki efekt. Nie było łatwo, zwłaszcza na początku, ale postawiłam sobie za cel aby wyglądać jak miss świata i chyba mi się to udało. Przeważnie większość facetów w klubach ślini się na mój widok. Nie powiem, ale podoba mi się to. Takie właśnie reakcje chciałam uzyskiwać u facetów, a nie inne. Nie chciałam, aby patrzyli na mnie jak na jakiegoś biedaka i obgadywali za plecami, że wyglądam jak pasztet. Skończyły się te czasy, gdy zamiast iść z podniesioną głową prze ulicę, ja miałam ją spuszczoną w dół. Koniec. Definitywny koniec takiego życia. Skończyłam z tym sześć lat temu i od tamtego czasu staram się nie doprowadzić do stanu w jakim byłam jeszcze kilka lat wcześniej.
Liam i jego koleżkowie doprowadzili do tego, że chciałam się zabić. Tak, uprzykrzali mi życie na każdym kroku co nie było wcale miłe. Taranowali mnie na korytarzach, rzucali we mnie jedzeniem na stołówce, wyzywali mnie od świń i tak dalej. Nie potrafiłam się wtedy bronić. Byłam słaba i mało pewna siebie, nie potrafiłam zwrócić się też do innych o pomoc. Było mi z tym źle i pewnego dnia sięgnęłam po tabletki nasenne mojej mamy. Połknęłam tylko kilka białych pastylek i położyłam się do łóżka. Reszty nie pamiętam. Obudziłam się w szpitalu przypięta do miliona rurek i wtedy powiedziałam sobie: to koniec Lisa, nie możesz tak żyć, nie tak powinno wyglądać twoje życie. I tak właśnie się stało. Zaczęłam ostro ćwiczyć, przeszłam na dietę, mama przepisała mnie do innej szkoły. Cieszyłam się z tego. Obserwowałam w internecie życie Liama i jego paczki, ale głównie jego. Gdy dowiedziałam się, że wyjechał na studia do Londynu kamień spadł mi z serca, że w końcu nie będę obawiała się wyjść na miasto bojąc się, że go spotkam.
Ale, gdy rok temu dowiedziałam się, że chłopak wrócił do Wolverhampton postanowiłam zniszczyć mu życie tak samo jak on zrobił to mnie kilka lat wcześniej. Zbierałam o nim informacje, wiedziałam o nim prawie że wszystko. Jako dobra policjantka śledcza pracująca w tutejszej policji, udało mi się to wszystko zdobyć w dość krótkim czasie. Co prawda zajęło mi to rok, ale za każdą znalezioną nową informacją, moje nadzieje rosły na to że w końcu będę mogła mu się odwdzięczyć za wszystkie krzywdy wyrządzone mi w szkole.
Zaprzyjaźniłam się nawet z jego kolegą po fachu – Alvinem McLewisem. To było wszystko zaplanowane. Poza tym nawet polubiłam tego grubaska. Jest sympatyczny, miły i nic nie wie o moim planie. Chce tylko, z resztą tak jak i ja, zdemaskować miejscówki Liama i jego paczki, gdzie to ciągle odbywają się nielegalne wyścigi samochodowe. Bo Liam też mu kiedyś podpadł. Nie w szkole, ale trochę później.
Stałam przed budynkiem firmy tego palanta dość długi czas. Zatarłam dłonie w geście zwycięstwa i z uniesioną wysoko głową ruszyłam przed siebie, na podbój świata. Zepsuty komputer to był tylko pretekst, aby go bliżej poznać. To dopiero początek tego co zamierzałam zrobić.

Perspektywa Liama

Nie wiem czy mi się zdawało, ale przez całe nasze spotkanie brunetka ze mną flirtowała. Nawet mi się to podobało, ale nie dawałem tego po sobie poznać. Nie chciałem, aby pomyślała że lecę na jej tanią śpiewkę. Na szczęście miałem jej numer telefonu i wiedziałem, gdzie mieszkała więc była szansa, bym kiedyś do niej wpadł.
Żartuję, tak tylko sobie marzę.

***

Wróciłem do domu, było gdzieś po osiemnastej. Tak długo mi zeszło, ponieważ próbowałem naprawić komputer brunetki. Próbowałem, to naprawdę duże słowo. Starałem się coś z niego odzyskać, ale już teraz wiem że nie będzie to takie proste jak wydawało mi się na początku.
Gdy przekroczyłem tylko próg mieszkania wiedziałem, że marzę tylko o jednym – aby położyć się do łóżka i pooglądać telewizję. Taka perspektywa spędzenia samotnego wieczoru wyglądała najlepiej. Ewentualnie mógłbym zadzwonić do któregoś z chłopaków i zapytać co dziś robią, ale pomyślałem że to będzie lekka przesada, bo przecież każdy z nich ma swoje życie.
Zaświeciłem światło w kuchni i pierwsze co zrobiłem, to otworzyłem lodówkę, która świeciła pustkami, jak to zazwyczaj u mnie bywało.
Zabrałem tylko kluczyki od samochodu ze stolika i narzucając na siebie skórzaną kurtkę, wyszedłem z mieszkania.
Krążyłem po okolicy szukając jakiegoś otwartego o tej porze baru bądź knajpki, w której mógłbym zjeść jakiś pożywny posiłek. Ale każda miejscówka albo była całkiem zapełniona albo po prostu zamknięta. Dziwne, o tej porze zwłaszcza w taka parę roku jak ta, powinni mieć otwarte. Przecież mają wtedy największy ruch i mogą najwięcej zarobić.
Postanowiłem, więc wyjechać nieco za miasto z nadzieją że tam coś znajdę.
Wciskając gaz do do dechy ruszyłem do przodu. Mijałem jakieś stacje benzynowe, które miały tylko w swojej ofercie podgrzewane hot-dogi. Krzywiłem się na tę myśl. Chciałem zjeść coś konkretniejszego i pożywnego.
W pewnym momencie moim oczom ukazał się szyld małego baru stojącego pomiędzy drzewami. Lokal nosił nazwę „Bar pod drzewami”. Interesująca nazwa, pomyślałem sobie i włączając kierunkowskaz wjechałem na parking.
Wysiadłem z samochodu i ruszyłem w stronę drzwi.
Tylko kilka osób zajmowało stoliki pod ścianą. Gdy wszedłem do środka popatrzyli na mnie jak na jakiegoś zbira, zrobiło mi się trochę niezręcznie, ale uniosłem głowę w górę i podszedłem do lady, gdzie młoda blondynka czyściła właśnie szklanki. Gdy usiadłem na jednym z wysokich barowych krzeseł, popatrzyła na mnie. Była ubrana w czarny T-shirt oraz czarne krótkie spodenki. Jej oczy były takiego koloru jak ocean, a włosy miała związane w wysokiego kucyka. Jej szczery uśmiech sprawił, że wszystkie obawy które czułem zaraz po przekroczeniu progu baru zniknęły.
- Witam, w czym mogę pomóc? - zapytała odkładając kufel pod ladę. Zauważyłem, że miała aparat ortodontyczny na zębach. Wyglądała mi na dziewiętnaście, może dwadzieścia lat.
- Macie może coś do jedzenia? - zapytałem nachylając się lekko w jej stronę.
- Jasne. Sałatki, mięska, kanapki. Co sobie pan życzy. - wzruszyła ramionami uśmiechając się.
- A co … - popatrzyłem na jej czarną koszulkę, na której był przypięty identyfikator, z którego wynikało że dziewczyna ma na imię Emily. - Proponujesz Emily? - zapytałem obracając między palcami kluczyki od auta.
- Sałatki są pyszne, robione przez naszego szefa kuchni kilka minut przed podaniem. Do tego dodałabym bułeczkę francuską , która jest rzecz jasna ciepła i może jakiś sok? Wyciskany z pomarańczy. - zaproponowała. Jak mi to opowiadała, aż ślinka mi pociekła.
- To poproszę w takim razie to wszystko, o czym właśnie mi powiedziałaś. - uśmiechnąłem się do niej, a ona kiwnęła głową.
- Proszę sobie usiąść przy stoliku, a ja zaraz przyniosę posiłek. - powiedziała wskazując dłonią za mnie i zniknęła na zapleczu.
Udałem się w stronę stolika. Ściągnąłem kurtkę i wieszając ją na oparciu krzesła, usiadłem na nim. Zacząłem rozglądać się po wnętrzu lokalu. Naprawdę sympatyczne miejsce. Ktoś miał naprawdę świetny pomysł, aby stworzyć takie przytulne miejsce do spędzania wolnego czasu i nie tylko.
Ściany pokrywała tapeta ze wzorem łąk w czasie wiosny. Duże lampy na suficie dawały naprawdę dobre światło i rozświetlały całe pomieszczenie. W rogu zauważyłem stół bilardowy, a obok niego tarczę z rzutkami. Kiedyś, jako młody chłopak byłem w to niezły. Myślę, że jakbym teraz spróbował spokojnie trafiłbym w sam środek.
- Proszę to pańskie zamówienie, smacznego. - Emily pojawiła się obok mnie nie wiadomo skąd, kładąc przede mną tacę z jedzeniem. Wyglądało apetycznie, a zapach świeżej i gorącej bułeczki wywołał burczenie w moim brzuchu.
Podziękowałem jej i gdy dziewczyna odeszła w stronę baru, zacząłem wcinać posiłek. Wiedziałem, że ta moja dzisiejsza wycieczka nie poszła na marne i znalazłem świetne miejsce do którego będę mógł często przyjeżdżać, aby zjeść genialny posiłek.
W czasie jedzenia przypomniałem sobie rozmowę z Lisą. Coś mi świtało w głowie i tak myślę, że już kiedyś ją gdzieś spotkałem. Pewne jest to, że spotkałem ją dwa razy: na wyścigach oraz w klubie. Jej imię też mi coś mówiło, ale za cholerę nie mogłem sobie przypomnieć gdzie ją spotkałem.
Wywarła na mnie ogromny wpływ swoją postawą. Gdy tak rozmawialiśmy dzisiaj, wydawała się naprawdę miłą osobę, ale coś czułem że ma również coś niebezpiecznego w sobie. Jak to się mówi: cicha woda brzegi rwie, prawda?
Posiedziałem jeszcze chwilę w tym jakże uroczym i mającym w sobie magię miejscu. Popijając świeży sok z pomarańczy z kostkami lodu obserwowałem młodą parę siedzącą w rogu, po mojej prawej stronie. Widać było po nich, że są w sobie zabójczo zakochani. Chłopak patrzył na dziewczynę w taki sposób, jak kiedyś ja patrzyłem na Annie.
Pamiętam jak się poznaliśmy. Była zima, wybraliśmy się z chłopakami na lodowisko. Wygłupialiśmy się jak to na nas przystało. Byliśmy młodzi i nie panowaliśmy jeszcze nad swoimi czynami. Jedyne co mieliśmy w głowie to jedna wielka zabawa.
I gdy tak jeździliśmy ścigając się po całej powierzchni lodowiska, wtedy ją zobaczyłem. Stała z koleżanką przy barierce. Nawet pamiętam w co była ubrana. Czarna zimowa kurtka, biały szalik, rękawiczki i czapka z bawełny. Wyglądała jak taki mały miś w tej śmiesznej czapce z uszkami. Rozmawiała żywo z koleżanką, niesamowicie przy tym gestykulując. Podjechałem bliżej, aby przyjrzeć się jej z bliska. Starałem się robić to tak, abym nie został przyłapanym na gorącym uczynku. I wtedy mój kumpel – Niall, rzucił we mnie śnieżką. I oczywiście jak na niego przystało nie trafił we mnie, a w nią. Zawsze miał nietrafne cele, jeśli chodziło o tego typu zabawy. Śnieżka trafiła dziewczynę prosto w twarz. Uderzenie było tak mocne, że dziewczyna upadła na kolana na zimnym lodzie. Usłyszałem tylko za sobą głośne przekleństwo Nialla i szybko podjechałem do niej. Pomogłem jej się podnieść i wtedy to, po raz pierwszy na mnie spojrzała. Jej oczy były tak zjawiskowo hipnotyzujące, że nie mogłem oderwać od nich swojego wzroku. Pamiętam jak wybąkałem jakieś przeprosiny, gdy dziewczyna usuwała resztki śniegu ze swojej twarzy. Nawet z cieknącym śniegiem wyglądała przepięknie.
Pamiętam jak się słodko uśmiechnęła. I wtedy wszystko się zaczęło. Zaczęliśmy się spotykać, potem przerodziło się to w coś poważniejszego, aż w końcu wyznaliśmy sobie miłość. Można powiedzieć, że dzięki głupocie Nialla poznałem swoją pierwszą i jedyną dziewczynę. Nasi znajomi mówili nam, że idealnie do siebie pasujemy, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Niestety, ale tak nie było. Po kilku latach zaczęliśmy się kłócić praktycznie o wszystko. Nie dogadywaliśmy się, potrafiliśmy wyżywać się na sobie cały czas. Aż doszło między nami do takiej kłótni, po której ona mnie zostawiła. Kilka miesięcy później widziałem ją z jakimś chłopakiem, szli główną ulica w mieście trzymając się za ręce i śmiejąc głośno. Może to nie ja byłem jej pisany, a ona nie była moja drugą połówką. Może gdzieś na tym świecie jest jeszcze jakaś kobieta, która będzie potrafiła mnie naprawdę pokochać.
Nagle moje wspomnienia uleciały, gdy do baru weszła znajoma mi już brunetka. Włosy miała schowane pod czarna czapką z napisem: „fuck it” na czole. Czyżby to było jej życiowe motto?
- Cześć Emily. Nalej mi coś mocnego, bo mi zaraz głowę rozsadzi. - powiedziała do kelnerki, gdy ta stała za barem.
Przyjrzałem się jej dokładnie. Ubrana była w ciemne dżinsy, białą koszulkę i czarną skórzaną kurtkę. Nie powiem, ale wyglądała naprawdę apetycznie i każdy wolny facet w tym barze zwrócił ku niej swój wzrok.
Dziewczyny zaczęły ze sobą rozmawiać. Widać było, że bardzo dobrze się znały, a nawet były lekko do siebie podobne.
Starałem się nie zwracać na piękną brunetkę uwagi, ale nie dałem rady. To było silniejsze ode mnie, dlatego pozostało mi tylko patrzeć na nią z daleka.
W końcu postanowiłem zabrać stamtąd swoje żałosne dupsko i wrócić do domu. Najadłem się, teraz tylko łóżko i spać.
Gdy wstałem od stolika moje krzesło narobiło niepotrzebnego hałasu, więc głowy wszystkich zgromadzonych, łącznie z Lisą, odwróciły się w moją stronę. Popatrzyłem na nią, a ona na mnie. Uśmiechnęła się i podeszła bliżej.
- No witam, witam. Znów się spotykamy. - zauważyła. Czy mi się zdawało, czy zjechała mnie z góry do dołu?
- Nasze drogi chyba lubią się spotkać. - powiedziałem lekko się uśmiechając.
- Zdecydowanie. Może to jakiś znak? - zapytała wzruszając ramionami. Nie odpowiedziałem, bo co mogłem rzec? Że tak, super się stało iż znów się spotykamy. Ale mam jedno zastrzeżenie, chyba ty mnie prześladujesz. Wiem, wredne z mojej strony ale takie miałem wrażenie. Gdziekolwiek się ruszałem, ona zawsze tam była. Wyścigi, potem klub, zjawiła się nawet w mojej firmie, a teraz to. Myślę, że to nie zbieg okoliczności, a coś co było zaplanowane.
Odchrząknęła, gdy nic nie powiedziałem, po czym kontynuowała.
- Fajnie było cię spotkać. - powiedziała i wróciła do baru. Westchnąłem tylko zrezygnowany tym jak mnie potraktowała i kładąc banknot na blacie odwróciłem się na pięcie i wyszedłem.
Zimny, letni wiatr zawiał mi prosto w twarz. Otuliłem się ciaśniej kurtką i naciskając guzik na pilocie otworzyłem samochód. Wślizgnąłem się na miejsce kierowcy i zastanawiałem przez chwilę kim może być ta tajemnicza Lisa Benson, której rzekomo jestem znajomym i która w jakiś dziwny sposób mnie znała. Tyle, że ja nie miałem bladego pojęcia skąd.